Znowu się do mnie uśmiechnęła. W taki sam sposób
jak przed laty. Cztery lata temu usłyszałam z Jej ust „żegnaj", a jednak moje
serce nadal na Nią reagowało. Uśmiech to Jej urzekający sposób na mnie. Tak.
Miło mi, że znów mogę obserwować Jej twarz. Tak doskonale zapamiętaną
pierwszego wieczoru
Powietrze stało w miejscu, przygniatając
wszystko swoim ciężarem. Trwający już dwa tygodnie żar osłabiał. Siedziałam na
łące. Trawy i kwiaty sięgały mi po sam nos; ich woń nieco mnie otępiała.
Bezmyślnie przyglądałam się mojej sukience: wsiąkał w nią pot spływający,
delikatnie łaskocząc, po brzuchu
W poprzednim odcinku: Kommodus po śmierci swego ojca Marka Aureliusza, w wieku 19 lat zostaje jednym z najmłodszych rzymskich cesarzy. Nieszczęśliwie zakochany w niewolniku ojca, gdy ten ucieka przed jego zaborczą miłością, załamuje się psychicznie i szybko podpisuje pokój z wrogami. Pospiesznie wraca do Rzymu. Owacyjnie witany przez obywateli, młody władca doznaje szoku i megalomania owłada jego osobowością. Orgie i igrzyska stają się w stolicy chlebem powszednim. Cesarz nie zapomina jednak o zniewadze. Swej prawej ręce, Perennisowi, nakazuje odnalezienie i schwytanie ciemnoskórego niewolnika
W poprzednim odcinku: Kommodus jesienią 176 roku, po zwycięstwach swego ojca Marka Aureliusza, zostaje obsypany tytułami i zaszczytami dającymi mu już w wieku 15 lat pełnię władzy. Dzięki niemu zostaje najpierw członkiem kolegiów kapłańskich, następnie przywódcą młodzieży, trybunem ludowym, zaś w roku następnym konsulem, augustem i ojcem ojczyzny. Wiosną 178 roku z woli ojca żeni się z pochodzącą z najwyższych sfer rzymskiej arystokracji Bruttią Kryspiną, a 3 sierpnia tegoż roku bierze wraz z nim udział w wojnie nad Dunajem przeciwko Kwadom i Markomanom. W czasie działań wojennych młody cesarz zakochuje się do nieprzytomności w długonogim, pięknym i takoż niedostępnym niewolniku oraz powierniku swego ojca - Arcu
Poczułem szarpnięcie. Sięgnąłem ręka do pasa. Sakiewka zniknęła. Odruchowo splotłem dłonie i szepnąłem zaklęcie. W tłumie rozświetliła się postać młodego chłopaka. To on. Machnąłem ręką, celując w jego nogi. Potknął się o nie istniejącą przeszkodę i wyrżnął jak kłoda. Stanąłem przy nim i podałem mu rękę. Ujął ją i wstał. Natychmiast mu ją wykręciłem
Zgodnie z marketingowym zwyczajem nakazującym w
dniu kinowej premiery filmu wydać lub wznowić książkę, na której podstawie
został nakręcony, lub odwrotnie, przewidując kasowość obrazu naprędce sklecić
ze scenariusza coś, co ujdzie za powieść - wydawnictwo Znak, które coraz
śmielej i szerzej wkracza w tematykę homoseksualną, już w maju pospieszyło do
księgarń z przekładem kryminalnej powiastki niejakiego Steve'a McVickera z 2003
roku, która, jak się okazuje, stała się ofiarą co najmniej daleko posuniętej
ekranowej adaptacji
Wenecja
ma dla gejów i lesbijek transgenderyczny czar, przede wszystkim za sprawą
swojego niepowtarzalnego karnawału (uczczonego przez śp. J. D. Cadinota
absolutnie klasycznym dziś pornolem Le voyage à
Venise,
1986), podczas którego dzięki wymyślnemu przebraniu płeć przestaje być
rozpoznawalna i traci jakiekolwiek znaczenie: kulturowe, epistemologiczne,
stricte seksualne. Dwa - Wenecja to gondolierzy, od stuleci niezmiennie
ikoniczny obiekt gejowskiego pożądania, na równi z dużo świeższej daty
tirowcami. Trzy - Wenecja to nieprzespane noce spędzone na podrywach w wąskich
zaułkach, na łodziach, to śródziemnomorski temperament, literacko
sklasycyzowana sceneria miłosnych wyznań, zwłaszcza Ponte di Rialto - most
sercowych samobójców i krzywoprzysięzców. Cztery - Wenecja to jedna z
pierwszych republik nowożytnych, wielonarodowościowa i wielokulturowa, łaskawa
dla inności, chroniąca i przyciągająca „naszych". Pięć - Wenecja to miasto św.
Marka, pierwszego i najwiarygodniejszego ewangelisty (Pax tibi, Marce,
evangelista meus - głosi napis u wejścia na Most Rialto), ponoć
przyłapanego na ucieczce w negliżu z Jezusowego łoża. Z tego wszystkiego swoją
nieśmiertelność czerpie „Śmierć w Wenecji" - mała acz wielka nowela, napisana i
sfilmowana przez gejów, od wieków i po wieki wieczne zafascynowanych tym samym:
MŁODYM CHŁOPCEM
Wenecja ma dla gejów i lesbijek transgenderyczny
czar, przede wszystkim za sprawą swojego niepowtarzalnego karnawału (uczczonego
przez śp. J. D. Cadinota absolutnie klasycznym dziś pornolem Le voyage à
Venise, 1986), podczas którego dzięki wymyślnemu
przebraniu płeć przestaje być rozpoznawalna i traci jakiekolwiek znaczenie:
kulturowe, epistemologiczne, stricte seksualne. Dwa - Wenecja to gondolierzy,
od stuleci niezmiennie ikoniczny obiekt gejowskiego pożądania, na równi z dużo
świeższej daty tirowcami. Trzy - Wenecja to nieprzespane noce spędzone na
podrywach w wąskich zaułkach, na łodziach, to śródziemnomorski temperament,
literacko sklasycyzowana sceneria miłosnych wyznań, zwłaszcza Ponte di Rialto -
most sercowych samobójców i krzywoprzysięzców. Cztery - Wenecja to jedna z
pierwszych republik nowożytnych, wielonarodowościowa i wielokulturowa, łaskawa
dla inności, chroniąca i przyciągająca „naszych". Pięć - Wenecja to miasto św.
Marka, pierwszego i najwiarygodniejszego ewangelisty (Pax tibi, Marce,
evangelista meus - głosi napis u wejścia na Most Rialto), ponoć
przyłapanego na ucieczce w negliżu z Jezusowego łoża. Z tego wszystkiego swoją
nieśmiertelność czerpie „Śmierć w Wenecji" - mała acz wielka nowela, napisana i
sfilmowana przez gejów, od wieków i po wieki wieczne zafascynowanych tym samym:
MŁODYM CHŁOPCEM
Mały Książę obudził się nagle, trochę wystraszony, trochę zdziwiony, a
przede wszystkim z poczuciem wielkiej przyjemności.. Działo się z nim coś
niezwykłego. Zawsze w takim przypadku wołał kogoś ze służby. Jednak teraz coś
kazało mu tego zaniechać. Przyjemność wiązała się mianowicie z tym miejscem
jego ciała, które zaczynał uważać za wstydliwe. Jego siusiak był jakiś duży i w
dodatku mokry. Sprawdził prześcieradło -
też było mokre. Wystraszył się. Będą się ze mnie śmiać, że nasikałem w łóżko -
pomyślał. Jeszcze raz dotknął miejsca na pościeli. Było mokre, ale i lepkie. I
pachniało inaczej. Nie, to nie siuśki, to coś innego. W jego trzynastoletnim
życiu coś takiego przytrafiło mu się pierwszy raz. Odwrócił się na drugi bok i
zasnął
Złote poglądy Mariusza Sieniewicza, rok
produkcji 1972, feministy uprawiającego, jak twierdzi, „biseksualny zawód
pisarza", na odwieczny temat relacji między płciami oraz żałosnego maczyzmu z
nieuleczalną chłopięcością w tle, wygłoszone dla „Wyborczej" w wywiadzie z
cyklu „Męska muzyka" (18.06.2010; kwintesencję reprodukujemy w tych dniach w
rubryce POWIEDZIELI) - są wierną kopią tego, co wspaniała kanadyjska pisarka
Margaret Atwood, u nas znana, za sprawą filmu, głównie z powieści „Opowieść
podręcznej", zawarła już 16 lat temu w swoich miniaturach prozatorskich z tomu
„Good Bones and Simple Murders" (1994), niedawno wydanym przez Bellonę jako
„Dobre kości"