Dzisiaj jest wtorek, 7 września 2010 roku. Imieniny obchodzą: Marek, Melchior, Ryszard, Stefan. Do końca roku pozostało: 116 dni.

Szukaj

REKLAMA

More in NASZE TEMATY...
Pożegnanie z "ON i ON"
Oceny: / 14
Napisał On i Tamten   
Monday, 01 October 2007

Drodzy Czytelnicy,

 

Ten tekst można byłoby zacząć od słów: „bardzo nam przykro" i „z żalem zawiadamiamy". Napiszemy jednak wprost: stało się to, co przewidywaliśmy i czego obawialiśmy się od wielu miesięcy. Dwumiesięcznik „On i On" przestaje się ukazywać. Sprzedaż pisma osiągnęła pułap, który nie pozwala nam na jego dalsze wydawanie

 

Kiedy podczas Parady Równości rozmawialiśmy z Robertem Biedroniem, powiedział, że nie rozumie, jak udaje nam się utrzymywać na rynku pismo, które nie jest pismem pornograficznym, dodając przy okazji, że geje nie chcą brać nawet darmowej „Repliki". Dziś moglibyśmy odpowiedzieć zupełnie szczerze: „Robercie, cudów jednak nie ma".

Nie ma także miejsca na poważne pismo społeczno-kulturalne dla lesbijek i gejów, ponieważ nie ma na nie żadnego zapotrzebowania. Dlaczego jednak takie zapotrzebowanie obserwujemy w Niemczech, a w Holandii przez lata kupowano „De Gay Krant", pismo wydawane na złym papierze gazetowym i nie zawierające żadnych nagich zdjęć? Odpowiedź jest prosta. W Polsce nie istnieje „środowisko gejowskie" i nie chodzi nam o „środowisko" rozumiane tak jak czasami usiłują to przedstawiać nadawcy ogłoszeń, pisząc „spoza środowiska". W Polsce nie istnieje „środowisko gejowskie" w rozumieniu zorganizowanej, aktywnej społecznie grupy ludzi, którym chodzi o coś więcej niż tylko o przypadkowe orgazmy w krzakach i wypięcie tyłka przez dziurę w darkroomie. Polskim gejom wystarczy najebać się w sobotni wieczór dragami bądź procentami i pójść do jedynego klubu gejowskiego w mieście lub nawet w całym regionie. Kiedy człowiek się porządnie najebie, to wszystko mu jedno, z kim i dokąd pójdzie, a sprawy wyższe nie mają żadnego znaczenia. Przez następny tydzień koleś będzie leczył kaca, także moralnego, a nie szukał mądrej gejowskiej gazety.

Jeśli spojrzeć więc na mrówczą pracę gejowskich organizacji na Zachodzie i na ich wpływy w tamtejszej polityce i życiu społecznym, to łatwo dojść do wniosku, że Polska jest zadupiem Europy, a nasze środowisko gejowskie to popłuczyny po zadupiu.

Oczywiście sam brak środowiska gejowskiego nie tłumaczyłby w stu procentach braku zainteresowania poważną gejowską gazetą. Przyczyna tkwi znacznie głębiej. W Polsce nie wytworzyła się bowiem kultura czytania dobrej gejowskiej prasy. Pamiętam, że Holendrzy pokazywali mi ten „podle wydawany" dwutygodnik („De Gay Krant") z wielką dumą, bo dla nich nie liczyły się strony z modą, piękne zdjęcia i kredowy papier. Oni kupowali tę gazetę, aby przeczytać zawarte w niej teksty.

Oczywiście można połączyć piękne zdjęcia, doskonały papier i druk z mądrymi tekstami, ale umówmy się, że gazet takich jak w Wielkiej Brytanii jeszcze długo mieć nie będziemy. Pamiętam jednego z naszych czytelników, który z dumą w głosie informował redakcję, że on zna angielski i może czytać „Gay Times'a" w oryginale zamiast kupować chudsze i mniej atrakcyjne „Inaczej". Pewnie, że może, ale nie kupując polskich gazet dzisiaj nie będzie miał nigdy porównywalnego magazynu na polskim rynku w przyszłości.

Mimo tego uważamy, że na miarę skromnych środków, jakimi dysponowaliśmy, stworzyliśmy naprawdę bardzo dobrą gazetę. Delegacja niemieckich organizacji gejowskich, która odwiedziła redakcję kilka miesięcy temu, nie kryła uznania i podziwu, twierdząc przy okazji, że ta gazeta („On i On") jest... za dobra, że lepiej obniżyć jakość papieru i druku. Jednak my nie chcieliśmy i nie będziemy wypuszczać na rynek bubli. Softpress to nie ta marka.

Brak gejowskiego środowiska i brak kultury czytania to tylko dwie, choć prawdopodobnie główne przyczyny, które doprowadziły do upadku „On i On". Równie ważna jest popularność Internetu, który odebrał wielu ogłoszeniodawców i czytelników gejowskim magazynom. Złudzenie, że w Internecie jest wszystko i do tego za darmo, pozostaje tylko złudzeniem, ale, jak wiadomo, kłamstwo powtarzane wielokrotnie staje się prawdą. Jest oczywiste, że w Sieci nie znajdziecie artykułów tak solidnie opracowanych jak te, które zamieszczaliśmy w „On i On". Nie wynika to ze złej woli lub głupoty administratorów, ale z badań, które jasno wykazują, jakiej długości teksty są w stanie przeczytać przeciętni internauci.

Oddzielnym problemem jest ogólna kondycja polskiej prasy gejowskiej, która rzeczywiście nie wygląda tak jak ekskluzywne magazyny zachodnie, ale wystarczy spojrzeć, ile i jakie reklamy są zamieszczane w tamtych pismach, aby zorientować się, na co może być stać tamtejszych wydawców. W Polsce nawet gdyby incydentalnie jakaś firma zamieściła reklamę podobnej rangi, to generalnie nie ma mowy o podobnej skali dochodów, a więc nie ma też najmniejszej szansy na wydanie porównywalnego magazynu gejowskiego. My nigdy nie mogliśmy liczyć na lukratywne zlecenia reklamowe. Firmy działające poza branżą gejowską, nawet jeśli oferowały produkty „dla panów", to nie były zainteresowane reklamami w gejowskich pismach, tłumacząc się najczęściej zamkniętym budżetem reklamowym bądź nie tłumacząc się w ogóle.

Z drugiej strony branża gejowska nie wykształciła na tyle silnej infrastruktury, aby pisma gejowskie mogły bazować na reklamie klubów i dyskotek. Właściciele polskich przybytków rozkoszy i rozrywki dla gejów i lesbijek nie mają też nawyku reklamowania się w branżowych mediach. Szczerze mówiąc także nam znudziło się oferowanie klubom reklam poniżej kosztów, proszenie o uregulowanie faktur i czekanie, aż lokal uzbiera przez miesiąc sto złotych, aby zapłacić pierwszą ratę. Gdyby przyjrzeć się uważnie tłumaczeniom niektórych właścicieli klubów, to wiele wskazuje na to, że polskie lokale gejowskie prowadzą działalność charytatywną, nie zarabiając na tym złamanej złotówki.

 

*  *  *

 

Biorąc pod uwagę te wszystkie czynniki musicie przyznać, że przez wszystkie te lata szło nam nie najgorzej. Softpress jak mało która redakcja zna się na wydawaniu poważnych magazynów gejowskich. Do 2002 roku wydawaliśmy - uważane dziś za legendarne - pismo „Inaczej". Prawdopodobnie pozostanie ono już na zawsze tylko legendą. Mimo znakomitych autorów i felietonistów oraz bardzo znanych rozmówców pismo wygenerowało ogromne straty finansowe, które doprowadziły do jego zamknięcia. W tym samym roku udało nam się wydać pierwszy numer miesięcznika „On i On". Nie aspirował on do intelektualnego poziomu „Inaczej" i było w nim znacznie więcej nagości. Pierwsze rezultaty sprzedaży były wyjątkowo obiecujące.

W 2004 roku wydaliśmy miesięcznik „Interhom", który był nastawiony wyłącznie na poważnego i wyrobionego gejowskiego klienta. Pismo utrzymało się na rynku przez cztery miesiące, przynosząc  straty, bo widocznie takiego klienta nie było...

Wiemy, jak wydawać poważne, mądre pismo dla gejów, i nie musimy już tego nikomu udowadniać. „Inaczej" było tego najlepszym przykładem. Problemem jest więc chyba mentalność polskich gejów, którym na niczym nie zależy i którzy niczego nie chcą. Bez ich woli i zaangażowania niczego zaś na rynku wydawniczym nie osiągniemy. Pisma gejowskiego nie można tworzyć tak, aby czytali je heteroseksualiści. Ono musi trafiać właśnie do tej, konkretnej grupy odbiorców. Nie można gejowskiego magazynu robić po to tylko, aby można było pokazywać go kolegom i koleżankom hetero, bo przecież nie o to chodzi. Tym bardziej, że jeśli już dochodzimy do momentu kiedy pismo jest grzeczne i porządne na tyle, że bez zaczerwienienia można je pokazać znajomym, to... traci ono większość czytelników. Biorąc zaś pod uwagę fakt, że w tym samym czasie pornografia sprzedaje się nie najgorzej, odpowiedź na pytanie o oczekiwania „środowiska" zdaje się być oczywista. Polskim gejom nie zależy na poważnym piśmie społeczno-kulturalnym.

Zapytacie jednak, czym w takim razie można wytłumaczyć dawny sukces „Inaczej". Otóż było to pierwsze pismo, które legalnie pojawiło się na polskim rynku. W sposób subtelny nie stroniło od nagości, łączyło w sobie opowiadania, poezję i poważne artykuły. Najważniejszy był jednak fakt, że w dobie przedinternetowej i przedkomórkowej „Inaczej" było największą skrzynką kontaktową dla gejów i lesbijek. Przez redakcję przewinęły się tony listów i ogłoszeń, obecnie wyparte przez numery komórek oraz adresy mailowe. Wraz z rozwojem tych ostatnich metod kontaktowania się gejów systematycznie spadała sprzedaż „mitycznego" pisma, i to aż do momentu, w którym byliśmy zmuszeni zaprzestać jego wydawania. W ten sposób po „Inaczej" pozostał tylko mit i legenda, a po kolejnych „poważnych" magazynach gejowskich - frustracja i wymierne straty materialne.

Gdyby w Polsce zmieniła się mentalność gejów, gdyby zależało im na czymś więcej niż na zabawie i seksie, to być może mielibyśmy silne i wpływowe organizacje lesbijsko-gejowskie, być może byłyby także, wzorem państw zachodnich, liczące się gejowskie gazety, które nie musiałyby żebrać o grosze w gejowskich klubach, bo te czułyby potrzebę reklamy i promocji. Być może wtedy politycy bardziej liczyliby się z głosem tzw. „środowiska", reprezentowanym przez elitarne i uznane magazyny. Dzisiejszą jego kondycję najlepiej ocenia decyzja LiD-u, który nie zdecydował się na zamieszczenie żadnych reklam swojego ugrupowania w gejowskich mediach, uznając środowisko gejowskie za niezorganizowane i podzielone. Nic dodać, nic ująć. Jako grupa społeczna nie jesteśmy warci zainteresowania polityków, a teraz okazuje się, że nie jesteśmy także warci dobrego gejowskiego magazynu.

 

*  *  *

 

Być może komuś uda się kiedyś wydać w Polsce takie gejowskie pismo, jakim jest „Gay Times" w Wielkiej Brytanii, i zaskarbić sobie sympatię najbardziej kapryśnego i niewiernego z klientów, jakim są lesbijki i geje. Będziemy trzymać kciuki i sekundować takiej inicjatywie, bo my składamy broń i przenosimy naszą aktywność na inne fronty.

Nie możemy jednak na zakończenie nie podziękować tym, którzy przez wszystkie te lata wiernie kupowali gazety i których zainteresowania oscylowały znacznie powyżej pasa. To dzięki Wam udawało nam się przez tyle lat, mimo rozlicznych problemów, udowodnić, że dobre gejowskie pismo można wydawać, a tematów do niego nigdy nie zabraknie. Dziś dotarliśmy do ostatniej strony opowieści o tej naszej wspólnej przygodzie i wielkim wyzwaniu. Dziękujemy.

 

Zespół redakcyjny „On i On"

 

Logowanie






Nie pamiętasz hasła?
Nie masz konta? załóż je...

REKLAMA

REKLAMA

© Copyright 2005-2010 A.W.R. Softpress, Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów oraz zdjęć zawartych na stronach polgej.pl bez zgody redakcji zabronione!

ADAM On i On Toro FanTom Sauna Warszawa GayLife Super Adam Stallion.pl