| No return |
| Napisał redakcja | ||||
| Friday, 05 February 2010 | ||||
Na planetę Polgej sygnał
radiowy z Ziemi biegnie dwa miesiące, dlatego dopiero dzisiaj dowiadujemy się o
interesujących i pouczających okolicznościach samobójczej śmierci 52-letniego
dziennikarza sportowego „Los Angeles Times" Mike'a Pennera, który 26
kwietnia 2007 ogłosił na łamach macierzystej gazety, że jest transseksualistą
M/K, zmienił image oraz imię i nazwisko na Christine Daniels. Nowe
wcielenie, jak widać, nie wyszło mu na zdrowie. Jak zwykle w takich przypadkach
nie ustają dociekania, dlaczego tak się stało i „czy tej niepotrzebnej i
bezensownej śmierci można było uniknąć". Otóż sądzimy, że ta śmierć nie była
taka bezsensowna
Przez szefa redakcji sportowej „LA Times" Mike'a Jamesa denat jest wspominany jako jeden z najbardziej utalentowanych dziennikarzy, z jakimi dane mu było pracować, obdarzony wspaniałym poczuciem humoru i błyskotliwym stylem.
Transgenderowa pisarka Autumn Sandeen pamięta spotkanie z Christine Daniels podczas konwencji dziennikarzy LGBT w 2007: Było to zaledwie kilka miesięcy po metamorfozie Pennera, a wyglądał i zachowywał się tak jakby Christiną był od wieków. Ja sama byłam wtedy potwornie gruba i zazdrościłam mu linii.
Tymczasem to doskonałe żeńskie wcielenie było okupione ponad czterdziestoma latami męki, rozwalającej psychikę terapii i milionami łez - jak napisał sam Penner w swoim comingoutowym artykule.
Christine Daniels kontynuowała pracę dziennikarską Mike'a Pennera, a także prowadziła blog zatytułowany „Woman in Progress" i dotyczący zagadnień transgenderyzmu. Jednak ogólnokrajowe zainteresowanie jej osobą okazało się dla niej nie do udźwignięcia.
Pod koniec października 2008 Mike Penner zaczął po cichu restytuować swoje poprzednie życie. Pewnego dnia pojawił się w pracy ponownie jako mężczyzna, a trzynaście miesięcy później... odebrał sobie życie.
Co w tej historii nie ulega wątpliwości? Z pewnością to, że świat sportu (czytaj: świat kiboli) nie jest przyzwyczajony do oglądania takich przemienień pańskich. Co więcej, nawet środowisko naukowe oraz LGBT nieczęsto, jeśli w ogóle, widuje reprzemienienia, czyli powroty do status quo ante.
W zakresie retrowersji płciowej mamy niemal zerowe doświadczenie - rozkłada ręce Rebecca Alison, transka, ekspert ds. zdrowia, przewodnicząca Gay and Lesbian Medical Association oraz komitetu doradczego American Medical Association ds. zagadanień zdrowotnych LGBT. - Przymus powrotu do płci wyjściowej jest zwykle wynikiem depresji pooperacyjnej, co do istoty tożsamej z depresją poporodową. Jeśli ktoś sądzi, że zmiana płci rozwiąże wszystkie jego/jej życiowe problemy, to na sto procent się rozczaruje. Nie wolno patrzeć na to jak na gratyfikację i zbawienie. Ujednoznacznienie płci niewątpliwie pomaga w dalszym życiu, ale nie uwalnia od odpowiedzialności za nie. Często ludzie po metamorfozie radzą sobie w życiu gorzej niż gdy pozostawali w ciałach nieadekwatnych. Najprawdopodobniej Mark Penner poczuł, że stracił swoje miejsce w społeczeństwie, że stając się Christine niejako katapultował się poza społeczeństwo. Próbował wrócić do niszy, którą zajmował w ekosystemie, do wszystkiego, co osiągnął jako mężczyzna i co zapewniało mu szacunek społeczny i czyniło potrzebnym. Nie udało się. Pamiętajmy, że w naszej kulturze mężczyzna, który raz założy sukienkę, na zawsze przestaje być mężczyzną.
Pozwólmy sobie na ezoteryczne porównanie: ciało astralne Mike'a, które wypuściło się na ryzykowną wyprawę, chciało powrócić do porzuconego ciała fizycznego. Ale tego ciała już nie było tam, gdzie je pozostawiono. Ktoś je ukradł, może spalił, może pogrzebał albo samo uległo rozkładowi. Dla astralu był to wyrok śmierci.
Tak czy inaczej życie, a zwłaszcza śmierć Mike'a Pennera to donośny głos ostrzeżenia dla wszystkich osób psychoseksualnie chwiejnych, którym wystarczy chwila zauroczenia jakimś Antonym Hegarty, by przekroczyły linię, zza której nie ma powrotu ani do poprzedniego życia, ani w ogóle do świata żywych. na podst. „The Advocate", luty 2010
Tylko zalogowan użytkownicy mogą komentować materiały . Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 |
||||
| < Poprzedni | Następny > |
|---|

Na planetę Polgej sygnał
radiowy z Ziemi biegnie dwa miesiące, dlatego dopiero dzisiaj dowiadujemy się o
interesujących i pouczających okolicznościach samobójczej śmierci 52-letniego
dziennikarza sportowego „Los Angeles Times" Mike'a Pennera, który 26
kwietnia 2007 ogłosił na łamach macierzystej gazety, że jest transseksualistą
M/K, zmienił image oraz imię i nazwisko na Christine Daniels. Nowe
wcielenie, jak widać, nie wyszło mu na zdrowie. Jak zwykle w takich przypadkach
nie ustają dociekania, dlaczego tak się stało i „czy tej niepotrzebnej i
bezensownej śmierci można było uniknąć". Otóż sądzimy, że ta śmierć nie była
taka bezsensowna
Skomentuj