| Czy OPŁACA SIĘ być gejem? |
| Napisał Sławek Lachtera | ||||
| Tuesday, 09 March 2010 | ||||
Bartosz Marczuk, ekspert Instytutu Sobieskiego w obszarze: polityka społeczna, liczący sobie lat 36, zresztą dopiero doktorant (czyli przy dzisiejszych standardach tyle co analfabeta), usiłuje studzić gejowskie apetyty na zawieranie związków strasząc samymi ujemnymi stronami małżeńskich (a więc analogicznie i partnerskich) finansów: alimentami, cienkimi emeryturami, długami i pomocą społeczną. Daje tym dowód braku najbledszego pojęcia o rachunkowości gejowskiego gospodarstwa domowego, która ma, wbrew pozorom, bardzo niewiele wspólnego z codzienną walką o materialne przetrwanie, staczaną przez udręczone biedą, bezrobociem, alkoholizmem i innymi patologiami, zwłaszcza wielodzietne, ulitowania godne, ale za to swojskie i chwalebne „związki różnopłciowe"
Popuśćmy wodze fantazji. W Polsce rusza stacja telewizyjna GayVN24, a jedną z jej propozycji programowych jest cykliczna audycja „Rynki dla bezdzietnych", prowadzona gościnnie przez Pera Larsona - geja-ekonomistę z Nowego Jorku, od kilkunastu lat doradzającego finansowo gejom i lesbijkom w całych Stanach Zjednoczonych. W latach 1995-1996 Larson przedstawił obszerny i pod wieloma względami pionierski wykład ekonomiki gejowskiej, jeszcze niedawno dostępny na stronie: www.gaymoney.com
Ekonomika gejowska - gejowskiego gospodarstwa domowego i gejowskiego biznesu - zaczyna się tam, gdzie pada stwierdzenie: jestem bogaty (bądź biedny), BO jestem pedałem. Nasze finanse, czyli struktura budżetu domowego oraz szanse w przedsiębiorczości, różnią się, często zasadniczo, od finansów heteroseksualnego mainstreamu, a istniejące poradnictwo finansowe, skrojone pod budżet rodziny posiadającej 2,5 statystycznego dziecka, nie uwzględnia tej specyfiki. Z jednej strony już na starcie mamy większe szanse na rozkręcenie dochodowego biznesu niż nasi heteroseksualni rówieśnicy, z drugiej - gorsze perspektywy jako pracownicy najemni, zagrożeni utratą pracy w związku z orientacją seksualną (pracodawcy potrafią wymyślić tysiące pretekstów, by zwolnić pedała bez narażania się na zarzut dyskryminacji). O tym milczą poradniki giełdowe i programy typu „Rynki dla opornych".
Żyjąc w parach i wspólnie pracując jesteśmy słynnymi DINKS-ami (Double Income, No KidS) - szczęśliwcami o podwójnym dochodzie, a niemającymi dzieci - pożeraczy środków. Larson obsesyjnie przypomina, że wychowanie dziecka od urodzenia do pełnoletności, wykształcenie go i zaopatrzenie w podstawowe dobra to w Ameryce koszt średnio 450 tys. dolarów! My tego gigantycznego wydatku nie ponosimy. Od razu na dzień dobry dostajemy jakby 450 tys. baksów kredytu inwestycyjnego! A jeśli postanowimy nie mieć dwojga dzieci, kredyt wzrasta do prawie miliona dolków! Wesołe (gay) jest życie gejuszka.
W grudniu 1995 Hawajska Komisja ds. Orientacji Seksualnej i Prawa (Hawaiian Commission on Sexual Orientation and the Law) sporządziła raport, w którym wymieniono ponad 450 korzyści natury ekonomicznej, jakie odnoszą pary gejowskie z tego tylko tytułu, że są parami gejowskimi! Chodzi przede wszystkim o to, że pedały w USA stali się priorytetowymi klientami pewnych branż (np. turystycznej) i firm (np. Levi Straussa). Wymieniono tam m. in. firmy gwarantujące homoseksualnym pracownikom i ich partnerom pełnię przywilejów socjalnych. (Patrz niżej sondaż „The Advocate"). Wielu udogodnień, np. podatkowych, pedały żyjący w związkach nie potrafią wykorzystać, bo nie mają świadomości ich istnienia!
Młody heteryk już u progu finansowej samodzielności jest zdeterminowany perspektywą posiadania niekoniecznie pracującej żony oraz potomstwa. Ta perspektywa regresywnie wpływa na jego posunięcia finansowe, które muszą być ostrożniejsze, bo ryzyko krachu nawet jeśli samo w sobie nie jest większe niż u początkującego biznesmena-geja, to z pewnością dotkliwsze do poniesienia. Nieformalność lub najwyżej półformalność naszych „małżeństw" gwarantuje, że nie zjedzą nas nigdy koszty rozwodowe. Nie przeprowadzając z partnerem wspólnoty majątkowej mamy mniej korzystną sytuację podatkową jeśli chodzi o budżet domowy, ale korzystniejszą z punktu widzenia własnego biznesu. Dlatego Larson przemożnie zachęca swoich gejowskich klientów (a miał ich już setki) do inwestowania.
Najpierw w samych siebie, bo brak dzieci, ba, brak dziewczyny, z którą związek jest bardziej absorbujący niż „kumplowskie" (w wielu aspektach) życie z facetem, daje nam ogrom czasu, który możemy poświęcić na zdobywanie wykształcenia i szlifów zawodowych. Możemy i powinniśmy inwestować nasze wynikające z gejostwa nadwyżki finansowe najwcześniej jak to możliwe, pomni, że starość pedała jest zawsze samotna. Wcześniej zaś przyjdzie starość rodziców, a tak się dziwnie składa, że w rodzinach wielodzietnych zadanie opieki nad zniedołężniałą matką czy ojcem spada najczęściej na dziecko homoseksualne, bo ono „nie ma swojej rodziny" i „ma czas", a powinno mieć również środki na leki, materiały opatrunkowe i setki innych potrzeb starego i chorego człowieka z cienką emeryturką.
Tymczasem, jak pokazuje praktyka, myśl o oszczędzaniu pojawia się zwykle najwcześniej po trzydziestce. Lata dwudzieste to dla większości pedałów czas szalonej konsumpcji - czas dyskotek, darkroomów, alkoholu, papierosów i narkotyków, a wszystko to pochłania ogromne sumy. Ta grupa wydatków wysuwa się zresztą na pierwsze miejsce w budżetach gejów w każdym wieku. Wyniki sondażu magazynu „axm" z listopada 2006 (patrz niżej) pokazały, że utracjuszostwo brytyjskich pedałów sięga od 68% (prymat rozrywek i używek) do 95% (brak majątku i zabezpieczenia emerytalnego).
Na pewną bardziej godną polecenia formą bieżącej konsumpcji jest zajmująca drugie miejsce w hierarchii gejowskich wydatków turystyka. Geje mają wielką skłonność do podróżowania i to ona najpierw została dostrzeżona przez mainstreamową branżę turystyczną, a następnie dała początek gejowskiej infrastrukturze turystycznej.
Łatwość, z jaką pieniądze przychodzą młodym, wykształconym i bezdzietnym facetom, oraz fakt, że można je wydawać na same przyjemności, wywołuje zgubne wrażenie, że tak będzie zawsze. Niestety, gej musi w swoje plany wkalkulować ewentualność przewlekłej choroby - najczęściej (zwłaszcza teraz, gdy na całym świecie triumfuje bareback) nosicielstwo HIV i wirusa zapalenia wątroby typu C. Służba zdrowia nigdy nie jest całkiem bezpłatna, a chociaż np. w Polsce państwo gwarantuje nosicielom bezpłatną opiekę lekarską oraz stuprocentową refundację leków antyretrowirusowych, dojazdy do poradni z mniejszych miejscowości oraz inne wydatki towarzyszące to, w skali lat, koszty, na które lepiej zacząć się przygotowywać już za młodu, między jedną a drugą wizytą w darkroomie.
W Ameryce, gdzie nic nie jest droższe od leczenia, geje, których choroba zaskoczyła nieprzygotowanych finansowo, zmuszeni są nawet do tzw. wiatykacji (viatication) - sprzedawania praw do swojej polisy ubezpieczeniowej w zamian za ratalne wypłaty drobnych sum na najpotrzebniejsze wydatki; można powiedzieć, że zastawiają w lombardzie samych siebie. Zresztą, nie wybiegając myślą aż ku takiej ostateczności, dwudziestoparoletni pedał też powinien mieć z czego pokryć koszty leczenia po pobiciu w parku lub załatać straty poczynione przez przypadkowego kochanka, który okazał się złodziejem.
Niektórzy geje oszczędzają i inwestują nie tyle z obawy przed chorobą i samotną starością, ile dla zyskania społecznego prestiżu. Bogaty pedał nie musi się bać społecznej niechęci. Ustrój rynkowy pozwala mu wyrobić sobie taką pozycję, że to od niego mogą być uzależnione setki pracujących dla niego heteryków. Bogatego pedała się szanuje, a w każdym razie schodzi mu się z drogi (niestety czasem po to, by odbić sobie na pedale ubogim, który, jak każdy biedak, jest łatwym łupem). Są więc pedały, którzy własne bogactwo uważają za składową, a nawet podstawę swojej pedalskiej dumy.
Sposób wykorzystania przez gejów zgromadzonych środków zależy też od sposobu funkcjonowania tych ludzi w społeczności gejowskiej. Larson wyróżnia cztery typy gejów:
Gettoiści będą szukali wąskiej „grupy interesu", kilku partnerów operujących w tej samej lub podobnej branży, zainteresowanych wspólną inwestycją.
Asymilacjoniści będą starali się za swoje pieniądze kupić przychylność heteryków, w których otoczenie chcą się wtopić za wszelką cenę.
Izolacjoniści będą inwestować w swój dom - swoją twierdzę, fortyfikując się niemalże, gromadząc dzieła sztuki itp.
Tzw. geje alfa (A-gays) będą inwestowali w samych siebie, w swój artystyczny i kosztowny lifestyle, w image supersamca i człowieka sukcesu, by wzbudzać podziw i szacunek heteryków i innych gejów.
Geje nie powinni popełniać błędów inwestycyjnych, a o takie najłatwiej, gdy, zwiedzeni heterodoradztwem finansowym, ślepo naśladują heteryków, np. topią pieniądze w drogich domach, które trudno potem sprzedać, albo skupiają się tylko na lokatach krótkoterminowych, wiodąc życie drobnych ciułaczy. Najłatwiej swoje możliwości inwestycyjne zaprzepaszczają asymilacjoniści, którzy za wszelką cenę chcą udowodnić poważnemu i odpowiedzialnemu heteroseksualnemu światu, że geje to nie koniki polne, swym skakaniem - beztroskim, nieskażonym myślą o jutrze - urągające pracowitemu społeczeństwu heteryckich mrówek. Asymilacjoniści jako jedyni nie zdobywają się na tak przecież typową dla gejów ekonomiczną fantazję, która przesądziła już o powodzeniu niejednego gejowskiego przedsięwzięcia.
Geje stoją obecnie przed dziejową szansą rynkową. Mniejszości i inności zyskują na znaczeniu, a wraz z nimi otwierają się nowe nisze inwestycyjne, dochodzi do zamiany ról społecznych między kobietą i mężczyzną, chwieje się i rozpada tradycyjna rodzina, w jej miejsce powstają mikrospołeczności innego rodzaju. Geje mogą być tymi, którzy wprowadzą nowy ład rynkowy w starych społeczeństwach kosumpcyjnych.
Wykorzystano też: Peter M. Berkerey Jr., Gay Finances in a Straight World, Macmillan, 1998
Sondaż „axm" (listopad 2006)
Czy aktualnie masz pracę? TAK - 63%, NIE - 37%
Uwzględniając kredyty, czy masz długi przekraczające 500 funtów? TAK - 81%, NIE - 19%
Czy spodziewasz się wyjść z długów przed trzydziestką? TAK - 18%, NIE - 82%
Czy posiadasz własność prywatną? TAK - 5%, NIE - 95%
Czy uczestniczysz w funduszu emerytalnym? TAK - 5%, NIE - 95%
Czy na alkohol i narkotyki wydajesz ponad stan? TAK - 68%, NIE - 32%
Sondaż „The Advocate" (grudzień 2006)
Na sympatie zakupowe 69% klientów LGBT ma wpływ wiedza, czy producent danego towaru przestrzega równouprawnienia pracowników o mniejszościowej orientacji seksualnej.
Byłbym skłonny regularnie kupować w danym supermarkecie TYLKO dlatego, że jest znany z dobrego stosunku do pracowników i klientów: GEJE - 24%, HETERO - 16%
Tylko zalogowan użytkownicy mogą komentować materiały . Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 |
||||
| < Poprzedni | Następny > |
|---|

Bartosz Marczuk,
Sławek Lachtera
Skomentuj