Dzisiaj jest piątek, 10 września 2010 roku. Imieniny obchodzą: Łukasz, Mikołaj, Mścibor. Do końca roku pozostało: 113 dni.

Szukaj

REKLAMA

Wampiry - szerzyciele tolerancji
Oceny: / 0
KiepskiBardzo dobry 
Napisał stopklatka.pl, 9.03.2010   
Tuesday, 09 March 2010
ImagePod koniec lutego 2010 odbyła się premiera DVD pierwszego sezonu telewizyjnej produkcji "Czysta krew". Stopklatka.pl rozmawia z autorką literackiego pierwowzoru Charlaine Harris

 

 

 

Jak wpadła Pani na pomysł "Czystej krwi"?

 

Swoją przygodę z literaturą zaczynałam od poezji i sztuk teatralnych. Z czasem postawiłam na prozę. W pewnym momencie mojego zawodowego życia postanowiłam jednak zająć się innym gatunkiem literackim. Doszłam do wniosku, że nie chcę już dłużej pisać konwencjonalnych kryminałów, powieści z dreszczykiem. Zainteresowałam się historiami nadprzyrodzonymi. Zaczęłam zgłębiać ten temat. Dla mnie istotny nie był naukowy punkt wyjścia, logika i możliwość wyjaśnienia zagadki - chciałam przybliżyć czytelnikom punkt wyjścia osoby zderzającej się z niezrozumiałym, paranormalnym zjawiskiem. I tak wpadłam na pomysł stworzenia serii "Czysta krew".

 

Czy inspirowała się Pani jakimiś konkretnymi publikacjami albo produkcjami telewizyjnymi bądź filmowymi?

 

Przeczytałam niemal wszystko co było na rynku na temat wampirów. Również tak zwaną fachową literaturę - czyli książki bardziej naukowo podchodzące do ich rzekomej obecności. Później zajęłam się filmami podejmującymi taką tematykę. Widziałam wszystkie odsłony o Draculi, zapoznałam się też z postacią Blade'a. Po jakimś czasie odkryłam, że legendy o wampirach były mi zawsze szalenie bliskie.

 

Dlaczego?

 

Dlatego, że dotyczyły postaci, które kierowały się w życiu zupełnie innym systemem wartości niż ludzie. Jak wynikało z literatury czy z kina miały zupełnie inne priorytety, inny kodeks. Możliwość zderzenia tego z wartościami człowieka zafrapowała mnie. Co więcej, od razu wiedziałam, że chciałabym wykorzystać fakt, że wampiry są długowieczne. To znaczy, że mogą pamiętać przeszłe, odległe czasy - na przykład wojny, ważne historyczne wydarzenia, słynne postaci. Postanowiłam zrobić z tego atut i umieścić w swoich książkach jako dar. Dar pamięci wampirów dla ludzi.

 

I to jest najważniejsze w historii o Sookie Stackhouse?

 

Nie, według mnie najważniejszym przekazem tej opowieści jest przypomnienie o tolerancji. To według mnie najistotniejsza nauka płynąca z serii "Czysta krew".

 

 

Tak wyobrażała sobie Pani postać Sookie - od razu miała twarz Anny Paquin?

 

Nie. Ale od razu spodobał mi się ten wybór. Anna jest niewinna, a jednocześnie bardzo pociągająca. Budzi zainteresowanie, ciekawość, jest nieoczywista. Potrafiła w sposób niejednoznaczny oddać umiejętność czytania myśli innych. Pozornie może się wydawać, że to cenna zdolność, jednak Anna Paquin umiała, zgodnie z moją intencją, pokazać całą złożoność płynącą z takich możliwości - także, a może przede wszystkim negatywne aspekty. Bardzo mi zależało na ukazaniu ludzkiego wymiaru tej historii, ale poprzez pryzmat młodej, niezależnej kobiety. Jak ona widzi świat, jak postrzega innych - to są cenne obserwacje. To właśnie Sookie uczy nas tolerancji.

 

Nie przesadzałabym z tą niezależnością. Sookie jest dość zachowawcza, małomiasteczkowa. W ogóle kobiety w Pani książkach naznaczone są obyczajowością amerykańskiej prowincji.

 

Tak to wygląda, szczególnie na południu USA. Luizjana to specyficzny stan, mam nadzieję, że to czuć w tej historii. W wielu książkach czy filmach miejsce jest czymś więcej niż tłem dla opowieści. W "Czystej krwi" chciałam, by miasteczko Bon Temps było wręcz kolejnym bohaterem. Wiem, że taki obraz rzeczywistości może niektórych razić. Całe swoje życie mieszkałam w małych miastach - dwa razy przeniosłam się do metropolii, z której zresztą szybko uciekłam - dobrze znam taką rzeczywistość. I cenię. W tym sensie moje książki nawiązują do dzieł Jane Austen, która zawsze osadzała swoje powieści w zamkniętych, małych społecznościach.

 

Jane Austen ukazywała główne bohaterki jako kobiety wyprzedzające swe czasy, odważne, nierzadko żyjące w opozycji do panujących norm i obyczajów. Fakt, Sookie jest nieco drobnomieszczańska, ale staje w obronie wampira, często broni jego dobrego imienia wbrew radom przyjaciół czy wręcz społeczności.

 

Jestem fanką Jane Austen. Sposób w jaki ona pisała w dalszym ciągu ma ogromny wpływ na współczesną literaturę. Austen potrafiła uchwycić ówczesny świat w każdym detalu. W gruncie rzeczy pisała kronikę kobiecego życia. Podobna idea przyświeca także mojemu pisarstwu - gdy ktoś mówi mi, że nawiązuję do tradycji powieści Jane Austen to dla mnie najwspanialszy komplement.

 

 

 

W "Czystej krwi" nie brakuje erotyki. Seksualność wampira kontra seksualność człowieka - czytając Pani książki można nabrać poczucia, że zwykły seks już nie wystarcza. Co za nuda chciałoby się rzec.

 

Dziękuję, też uważam, że erotyka to jedna z najfajniejszych stron tej historii. Zależało mi na tym, by Sookie była nieco pruderyjna. Dziewczyna przełamując opory wynikające z miejsca wychowania i zamieszkania z czasem okazuje się bardziej otwarta, także na własne potrzeby. Ale też ukazana przeze mnie seksualność ludzi wynika z fabuły, jest uwarunkowana zdarzeniami. Proszę zauważyć, że ja nie piszę o seksie dla samego pisania o nim. Poprzez seks staram się też pokazać charakter, osobowość, morale danych postaci. Poprzez te obyczaje chciałam zwrócić uwagę na to, jak zmienia się świat, jak zmieniają się ludzie i ich normy. Moja córka dorasta w takim małym miasteczku, więc wiem o czym piszę…

 

No właśnie - obyczajowość i morale małych miasteczek często są na pokaz. W swojej powieści ukazała Pani purytańskie oblicze Ameryki, a z drugiej strony przymykanie oczu na różnego rodzaju praktyki, dziwactwa, fetysze.

 

Myślę, że książka zostałaby dużo szybciej opublikowana gdyby zawierała jeszcze więcej śmiałej erotyki. Albo mniej. A tak sytuuje się gdzieś pomiędzy perwersją a obyczajem. "Czysta krew" nie jest typowym romansem, Harlequinem, nie jest również zwyczajnym horrorem, kryminałem czy też powieścią science fiction. Nie wiadomo było jak ją zakwalifikować. Fakt, Ameryka pod tym względem ma w sobie sporo hipokryzji.

 

A jak się Pani podoba ekranizacja książki?

 

Bardzo mi się podoba. Oglądam regularnie ten serial. Fascynujące jest obserwować to, jak historia wymyślona przeze mnie realizowana jest przez kogoś innego. To ciekawe doświadczenie - patrzeć jak coś, co sama wymyśliłaś funkcjonuje w wyobraźni innych, jak słowa wyzwalają obrazy.

 

Czy miała Pani albo być może ma wpływ na kształt serialu?

 

Nie, moja ingerencja w serial kończy się na pisaniu książek, na tworzeniu tych powieści. Resztę oddaje ekspertom. Nie zawiodłam się jak do tej pory - uważam, że każdy z nas powinien robić to, na czym się zna. Ja się nie znam na telewizji, nie mam pojęcia co się sprawdzi, a co nie na ekranie. Dlatego też zgadzam się na jakieś drobne zmiany w scenariuszu. W serialu są wątki, motywy, czy postaci, których nie ma w powieści. Zostały wprowadzone i świetnie zafunkcjonowały.

 

Na przykład postać Lafayette'a, kucharza w barze Merlotte.

 

Dokładnie. Stało się to za sprawą osobowości aktora, który gra tę postać, czyli Nelsana Ellisa. Okazał się tak barwna postacią, że producenci zdecydowali się rozwinąć tę rolę. Szczególnie ważne to było dla współreżysera Alana Balla, który jest gejem. Ellis jest heteroseksualny, ale nie miał żadnego problemu z kreowaniem mężczyzny homoseksualnego. To niezwykła postać, niebanalna, wyróżniająca się, ekscytująca - za sprawą aktorstwa Nelsana Ellisa nie jest jednak przerysowana, wulgarna, zbyt ostra. Także dlatego ten bohater, odwrotnie niż w książce, nie zostaje zabity. Ze swoimi fascynacjami, jest też trochę taką przeciwwagą dla wampirów. Ludzie też mają swoje fetysze, nie tylko wampiry.


 

W serialu jest też wyraźniej sportretowana społeczność afroamerykańska. Przyjaciółka Sookie - Tara jest silną osobowością. W Pani książce nie jest to tak wyraźnie zaakcentowane.

 

I uważam, że jest to słabość mojej powieści. To moja porażka - nie potrafiłam stworzyć tak silnych postaci. One występują w mojej książce, ale nie są tak mocno obecne.

 

Z kolei mężczyźni, prócz Billa i Sama, są pokazani raczej poprzez swoje wady. To kobiety trwają przy pewnych wartościach, ratują swoich partnerów z opresji, kreują i organizują ich życie w 100 procentach.

 

Co mogę powiedzieć - namalowałam ten portret w zgodzie z oryginałem. Nie o to chodzi, że tak postrzegam większość mężczyzn, po prostu dziś wydaje mi się, że to kobiety przejęły stery. One zawsze były silniejsze, jednak teraz szczególnie to widać. Sama jestem mężatką od 32 lat, mam głęboki szacunek dla mojego męża, jest wyjątkowym człowiekiem. Ale widzę wokół siebie coraz mniej takich mężczyzn. I takich małżeństw.

 

Jak Pani uważa, skąd to zainteresowanie ludzi wampirami? Tak w kinie jak i w literaturze ten temat niezmiennie fascynuje.

 

To prawda, ta tematyka jest wciąż niezwykle atrakcyjna - jak się dowiedziałam w USA książki o Draculi są na drugim miejscu jeśli chodzi o liczbę sprzedanych egzemplarzy. Wyprzedza je tylko Biblia. Jest coś niezwykłego w tym temacie, dzisiaj opowiadanego niejako na nowo. I to jest fajne i pociągające - by odkryć legendę wampira na nowo. Wbrew pozorom ta tematyka to wdzięczny temat do pisania. Można puścić wodze fantazji. Stworzyć swój własny świat - nieco pozbyć się hamulców opisując mrok, tajemnice, obrzędy. Lubię kontrast pomiędzy nocną rzeczywistością wampirów, a dzienną ludzi. To starcie implikuje szereg nowych znaczeń i zdarzeń. Poza tym, dziś opowieści o wampirach są tak popularne z racji kryzysu i takiego ekonomicznego przygnębienia, przynajmniej w Stanach. Jak dowodzą badania w dobie problemów finansowych ludzie chętniej sięgają po literaturę sciene fiction. Myślę, że to również ma wpływ.

 

Bez względu na czasy w jakich powstają historie o wampirach to zawsze opowieści o starciu dobra i zła. O zakazanym owocu, głęboko ukrytych pragnieniach i uczuciach. Dekonstrukcja wizerunku wampira, o której Pani mówi, jest dziś szczególnie widoczna. Nie ma skrzypiących podłóg, pajęczyn, ukrywania się przed ludźmi w niedostępnych zamkach - wampir pokazywany jest niemal jak arystokrata. Pod wieloma względami lepszy od ludzi… To człowiek dzisiaj chce być ugryzionym.

 

Uważam, że to bardzo ważny, cenny i inspirujący aspekt - możliwość modelowania znanej historii, legendy, mitu. W mojej opowieści skupiłam się na pokazaniu, że ludzie potrafią być tak samo źli jak wampiry, albo jeszcze gorsi. Z kolei wampiry czasami posiadają wiele pozytywnych cech ludzkich. I potrafią czynić dobro. To przewrotna nauka, ale bardzo istotna.

 

 

"Czysta krew" kreuje pozytywny wizerunek… krwi. W serialu "Dexter" jest ona fetyszem, z kolei Pani ukazuje ją w kategorii niemal życiodajnych eliksirów. Niewielka ilość zarażonej krwi wampira potęguje doznania i zmysły, sprawia, że rany szybciej się goją, ludzie stają się silniejsi, piękniejsi. Po latach 80. i epidemii AIDS krew długo kojarzyła się źle, budziła strach, uruchamiała negatywne konotacje.

 

Nigdy o tym w ten sposób nie myślałam, ale ta interpretacja szalenie mnie cieszy. Wampiry w "Czystej krwi" to po prostu ludzie zarażeni wirusem, ale chciałam pokazać, że to naznaczenie chorobą nie musi być ostateczne. Choć to piętno wyklucza ich ze społeczności ludzi, może niedługo okaże się, że wykluczeni jesteśmy my. Chyba chciałam udowodnić, że wampiry to też… ludzie - z osobowością, pragnieniami, słabościami, ale i zaletami. A nie demony, żyjące na skraju naszej jaźni, potwory opętane wizją krwi i zniszczenia rasy ludzkiej.

 

Wampir Bill Compton musi długo pracować na zaufanie lokalnej społeczności. Czy Ameryka jest tak mało tolerancyjna?

 

Teraz jest już dużo lepiej niż w czasach, w których dorastałam. Wciąż nie jest doskonale... Wie Pani, zależy też o jakiej inności mówimy. Na południu USA faktycznie wszelka odmienność nie jest dobrze postrzegana. I nie mówię o dużych miastach, jak Miami - nie mówię też o zachodnim czy wschodnim wybrzeżu, tylko o takim rdzennym południu Stanów Zjednoczonych. Gdyby homoseksualista wszedł do baru konserwatywnych rolników mogłoby się skończyć źle. Podobnie transseksualista, czy transgenderowa osoba. Wciąż w niektórych kręgach nie ma akceptacji dla związków białej kobiety z czarnym mężczyzną. Ciężkie tematy. Ale południowe Stany, szczególnie takie miasta jak Nowy Orlean, mają długą tradycję w budowaniu akceptacji dla wszelkich oryginałów. Ekscentrycy zostają z czasem akceptowani, rzadziej dewianci. Myślę, że gdyby wampiry miały żyć między ludźmi, w końcu zostałyby zaakceptowane. Społeczeństwa przywykłyby do ich obecności, zaś wampiry mogłyby się szybko zaadoptować do naszych warunków. Zdobycze nauki, sztuczna krew ułatwiłyby zadanie.

 

Czy w takim razie uważa Pani, że wampiry… istnieją naprawdę?

 

Nigdy żadnego nie spotkałam. Niestety. Oczywiście chodzi mi o prawdziwego wampira, bo osób, którym się wydawało, że są nimi widziałam mnóstwo. Smutny widok. Takie miejsca jak Klub Martwych, opisywany przeze mnie w książce, naprawdę istnieją. Ich bywalcy robią sobie implanty, albo piłują siekacze by zaostrzyć ich końcówki, wykonują tatuaże, najczęściej dwie dziurki w okolicy tętnic i żył - na przegubach, w pachwinach, na szyi, które mają imitować ugryzienie po wampirze. Zdecydowanie żałośnie to wygląda. Bardziej śmieszne niż straszne.

 

stopklatka.pl, 9.03.2010




  Skomentuj

Tylko zalogowan użytkownicy mogą komentować materiały .
Proszę zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6
AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com
All right reserved

 
< Poprzedni   Następny >

Logowanie






Nie pamiętasz hasła?
Nie masz konta? załóż je...

REKLAMA

REKLAMA

© Copyright 2005-2010 A.W.R. Softpress, Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów oraz zdjęć zawartych na stronach polgej.pl bez zgody redakcji zabronione!

ADAM On i On Toro FanTom Sauna Warszawa GayLife Super Adam Stallion.pl