Napisał gazeta.pl, 5.03.2010/PAP, 6, 9-10.03.2010/"Rzeczpospolita", 8.03.2010/PAP, 9.03.2010 Wednesday, 10 March 2010
O obu sprawach piszą czołowe niemieckie media, w tym DPA, "FAZ", "Die Zeit" oraz inne media zagraniczne m.in. AFP. Według ich doniesień, do molestowania członków znanego chóru chłopięcego Ratyzbońskie Wróbelki dochodzić miało w latach 1959-73. Podejrzani to dwaj zakonnicy prowadzący zajęcia z chłopcami - obaj zmarli w roku 1984. Kierownikiem ratyzbońskiego chóru był w latach 1964-1994 brat obecnego papieża Georg Ratzinger*.
Sprawą zajęły się już ograny ścigania oraz specjaliści - do tej pory znane jest pięć przypadków. Śledczy liczą na następne zgłoszenia po tym, jak zainteresowani dowiedzą się z mediów, że sprawę wykryto.
gazeta.pl, 5.03.2010
*OD REDAKCJI: No to Benia poświeci oczami za siostrunię.
Kardynał Walter Kasper z Watykanu nie wykluczył, że Benedykt XVI wystosuje list do całego duchowieństwa w sprawie skandalu pedofilii w Kościele. Papież stanowczo odpowie na tę "ludzką tragedię" - powiedział kardynał dziennikowi "La Repubblica".
Jeden z najbliższych współpracowników Benedykta XVI i jego rodak, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Krzewienia Jedności Chrześcijan, w rozmowie z rzymską gazetą dzień po ujawnieniu nadużyć w chórze katedralnym w Ratyzbonie oświadczył: "Wykorzystywanie seksualne nieletnich przez przedstawicieli kleru to czyny kryminalne, haniebne, niedopuszczalne grzechy śmiertelne". "To nikczemne działania, jeden z najciemniejszych w Kościele" - dodał kardynał Kasper. Jego zdaniem papież postępuje bardzo dobrze dążąc do wyjaśnienia skandalu i stosując zerową tolerancję wobec winnych. "Basta! Trzeba zrobić prawdziwy porządek w naszym Kościele. A papież nie stoi i nie przygląda się" - oznajmił watykański dostojnik zapewniając o zaangażowaniu Benedykta XVI w wyjaśnienie skandali, obejmujących kolejne kraje. Kardynał Kasper zaznaczył, że papież nie poprzestanie na przyjęciu dymisji biskupów. Niemiecki purpurat zapytany o to, co czuje w obliczu informacji o pedofilii w chłopięcym chórze kościelnym w Ratyzbonie, odparł: "wielki smutek, głębokie rozczarowanie, ból i wielką, wielką wściekłość". "Wobec tak ciężkich przestępstw, popełnionych na niewinnych nieletnich przez księży i zakonników, nie ma żadnego usprawiedliwienia, żadnej tolerancji. Winni muszą zostać skazani, a ofiary otrzymać zadośćuczynienie" - oświadczył kard. Kasper. Mówiąc o ewentualnym liście, jaki papież może wystosować do całego kleru, a nie tylko do wiernych w Irlandii, jak wcześniej zapowiadano, ocenił, że ta "drastyczna problematyka" wymaga bardziej generalnej analizy, która dotyczyć będzie Kościoła powszechnego, a nie jednego kraju. "Ale o tym musi zdecydować Ojciec Święty" - zastrzegł. Kardynał Kasper powtórzył w wywiadzie dla rzymskiego dziennika, że nie można ukrywać prawdy i że trzeba "powierzyć świeckiemu wymiarowi sprawiedliwości winnych tych straszliwych przestępstw".
Sylwia Wysocka (PAP), 6.03.2010
Nic o tym nie wiedziałem – twierdzi cytowany przez niedzielną „La Repubblicę” Georg Ratzinger, brat papieża. Przez 30 lat, począwszy od 1964 roku, był dyrektorem słynnego na cały świat chóru. Pierwsze przypadki molestowania chórzystów miały miejsce pod koniec lat 50. ubiegłego stulecia. Jeden z poszkodowanych ujawnił tygodnikowi „Der Spiegel”, że ówczesny dyrektor internatu dla chórzystów ksiądz M. wymierzał chłopcom sadystyczne kary cielesne. Polegały na biciu dłonią gołych pośladków chłopców. Jak twierdzi informator „Spiegla”, dochodziło także w tym czasie do penetracji. Znany niemiecki kompozytor i reżyser Franz Wittenbrink, który mieszkał w internacie do 1967 roku, mówi o „wyrafinowanym sadystycznym systemie kar cielesnych połączonych z pożądaniem seksualnym”. Dyrektor internatu (następca księdza M.) miał zabierać wieczorami do swej sypialni kilku chłopców, gdzie poił ich winem i zmuszał do wspólnej masturbacji. Zdaniem Wittenbrika praktyki te były tajemnicą poliszynela, jednak nikt nie reagował. – Nie jestem sobie w stanie wyjaśnić, dlaczego brat papieża Georg Ratzinger miałby o tym nie wiedzieć – powiedział „Spieglowi”.
Inną wersję wydarzeń przedstawia rzecznik diecezji ratyzbońskiej Clemens Neck. Oświadczył w piątek, że molestowaniem chłopców zajmowało się w przeszłości dwu duchownych. Obaj zmarli w połowie lat 80. Obaj też mieli zostać skazani za swe czyny na kary pozbawienia wolności. „L'Osservatore Romano” pisał w sobotę, że brak „obiektywnych dowodów”, a obecne kierownictwo chóru ma trudności z wyjaśnieniem przypadków, do jakich miało dojść pod koniec lat 50.
Pod naciskiem mediów diecezja ratyzbońska zdecydowała się jednak na przeprowadzenie specjalnego dochodzenia. Do końca marca tego roku ma zostać przedstawiony wstępny raport. Jak twierdzi „Bild am Sonntag”, już w najbliższy piątek Benedykta XVI poinformuje w Watykanie o wydarzeniach w internacie przewodniczący niemieckiego episkopatu arcybiskup Robert Zollitsch.
Watykańskie media zapewniają, że Stolicy Apostolskiej zależy na szczegółowym wyjaśnieniu wszystkich okoliczności oskarżeń o pedofilię w instytucjach niemieckiego Kościoła katolickiego.
Od kilku tygodni nie ma praktycznie dnia, aby nie pojawiały się nowe informacje o kolejnych przypadkach molestowania seksualnego z udziałem niemieckich duchownych lub innych osób blisko związanych z Kościołem. – Basta! Trzeba zrobić prawdziwy porządek w naszym Kościele. Papież nie stoi i nie przygląda się temu bezczynnie – powiedział w sobotę dziennikowi „La Repubblica” kardynał Walter Kasper, rodak Benedykta XVI, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Krzewienia Jedności Chrześcijan. Jego zdaniem wykorzystywanie seksualne nieletnich przez przedstawicieli kleru są jednym z najciemniejszych wydarzeń w Kościele. Nie wykluczył, że papież zwróci się w najbliższym czasie w specjalnym liście do całego kleru i wiernych, a nie tylko do Kościoła w Irlandii, jak wcześniej zapowiadano.
Piotr Jendroszczyk "Rzeczpospolita", 8.03.2010
Brat papieża Benedykta XVI potępił nadużycia w chłopięcym chórze katedry w Ratyzbonie i poprosił o wybaczenie ofiary molestowania. Ksiądz Georg Ratzinger, który prowadził chór w latach 1964-1994, zapewnił, że nie wiedział o nadużyciach.
W wywiadzie, opublikowanym w dzienniku "Passauer Neue Presse" 86-letni były dyrygent chóru katedralnego Regensburger Domspatzen powtórzył, że nie miał pojęcia, iż w internacie dla młodszych chórzystów dochodziło w przeszłości do molestowania seksualnego. - Nigdy nie było mowy o problemie nadużyć seksualnych - powiedział Ratzinger.
Wiedział on jedynie, że były dyrektor szkoły z internatem w latach 1953-1992 policzkował chłopców, ale - jak przyznał ksiądz - nie zdawał sobie sprawy, iż stosowane wobec dzieci kary były tak brutalne.
- Gdybym wiedział, z jaką przesadną gwałtownością on (dyrektor) postępował, już wówczas bym zareagował - podkreślił. Zastrzegł, że szkoła z internatem była w pełni samodzielną placówką.
Ksiądz przyznał, że początkowo również jemu w czasie prób chóru zdarzało się wymierzyć policzek chłopcom. - Wtedy był to sposób reakcji na błędy albo świadome niewypełnienie obowiązków - powiedział. Jak dodał, cieszył się, że na początku lat 80. chłosta została całkowicie zakazana. - Trzymałem się tego ściśle, czułem wewnętrzną ulgę - powiedział Ratzinger.
Wyraził głębokie ubolewanie z powodu duchowych i cielesnych cierpień ofiar nadużyć w chórze katedralnym.
Przypadki molestowania w chórze ratyzbońskim w latach 1958-1973 ujawniono w zeszły piątek. Jak powiedział rzecznik diecezji Clemens Neck, dwaj duchowni, na których koncentrowały się podejrzenia, już nie żyją i obaj zostali skazani za swoje czyny.
W najnowszym numerze tygodnika "Der Spiegel" reżyser i kompozytor Franz Wittenbrink, który do 1967 r. mieszkał w internacie dla chórzystów w Ratyzbonie, mówił o panującym tam "wyrafinowanym systemie sadystycznych kar, połączonym z pożądaniem seksualnym".
W związku z ujawnianiem w minionych tygodniach coraz to nowych przypadków molestowania seksualnego i przemocy wobec dzieci w szkołach i internatach podległych Kościołowi katolickiemu minister sprawiedliwości Sabine Leutheusser-Schnarrenberger zażądała od Kościoła bardziej konsekwentnego postępowania w tej sprawie.
- Potrzebny jest wyraźny sygnał wobec ofiar, jak na przykład rozmowa o dobrowolnym zadośćuczynieniu w przypadkach przedawnionych w prawnego punktu widzenia - powiedziała w rozmowie z dziennikiem "Sueddeutsche Zeitung".
Jak dodała, byłby to "kawałek sprawiedliwości, mimo że wyrządzona niesprawiedliwość nie da się zrównoważyć poprzez środki materialne".
Także sekretarz generalna opozycyjnej SPD, katoliczka Andrea Nahles zaapelowała do Kościoła o odszkodowania dla ofiar nadużyć. Zaznaczyła jednak, że również świeckie instytucje, gdzie stwierdzono ten problem, powinny zdobyć się na podobny krok.
Niemiecki rząd zapowiedział rozmowy przy okrągłym stole na temat molestowania dzieci, przy którym zasiąść mają przedstawiciele stowarzyszeń rodziców, nauczycieli, szkół i internatów, Kościoła, a także gmin i krajów związkowych. Pierwsze spotkanie zaplanowano na 23 kwietnia 2010.
PAP, 9.03.2010
Kościół przeżywa udrękę z powodu skandalu pedofilii i robi wszystko, aby takie nadużycia nie powtórzyły się - zapewnił rzecznik Watykanu ks. Federico Lombardi.
W oświadczeniu rozpowszechnionym przez Radio Watykańskie ksiądz Lombardi podkreślił, że od kilku miesięcy "bardzo poważna kwestia nadużyć seksualnych wobec nieletnich w instytucjach kościelnych i ze strony osób, na których spoczywa odpowiedzialność w Kościele, zwłaszcza księży, uderzyła w Kościół i społeczeństwo irlandzkie".
Rzecznik Stolicy Apostolskiej przypomniał następnie, że papież Benedykt XVI przygotowuje się do wystosowania listu w tej sprawie do irlandzkiego Kościoła.
Ale - jak dodał ksiądz Lombardi - sprawa nadużyć ogarnia w ostatnim czasie także następne kraje: Niemcy, Austrię, Holandię. Zaznaczył, że najważniejsze instytucje kościelne na czele z episkopatami tych państw "odpowiedziały na ten problem szybko i zdecydowanie" dowodząc swej "woli przejrzystości" i zachęcając ofiary, by mówiły o przypadkach sprzed wielu lat.
Ksiądz Lombardi zwrócił także uwagę na przyjęcie strategii prewencji, aby - jak stwierdził - "uczyniono wszystko, co możliwe, żeby w przyszłości te bardzo ciężkie wydarzenia nie powtórzyły się".
PAP, 9.03.2010
Ojcze Kapelmistrzu Katedry, jak Ojciec przyjął relacje o przypadkach wykorzystywania seksualnego w chórze Regensburger Domspatzen?
Najpierw było to pewnego rodzaju zaskoczenie, ponieważ przypadki z późnych lat 50. i wczesnych lat 60. należą do bardzo odległej przeszłości. Następnie pojawił się u mnie naturalnie także pewien niepokój odnośnie kwestii, czy te wydarzenia mogą wpłynąć negatywnie na teraźniejsze funkcjonowanie chóru. Było mi żal ofiar, których integralność cielesna i duchowa została naruszona. W swoich pierwszych wypowiedziach podkreślał Ksiądz, że nic nie wiedział o przypadkach nadużyć. Czy w roku 1964, kiedy objął Ksiądz swoje stanowisko, nie było żadnych plotek? W naszej siedzibie nigdy nie rozmawiano o tych sprawach. Na początku mojej kadencji było wiele problemów w związku z reorganizacją chóru, i to one były w centrum zainteresowania. Nie, ujawniony obecnie problem wykorzystywania seksualnego nigdy nie był poruszany. Oprócz wykorzystywania seksualnego chodzi także o dawne wychowanie przez bicie w szkołach katolickich. Jakie były wówczas powody tak przesadnej surowości? Wymierzenie policzka było wówczas przede wszystkim bezpośrednio nasuwającą się reakcją na brak wyników lub błąd. Gwałtowność reakcji była bardzo różna - w zależności od charakteru przełożonego. Jedna osoba reagowała ostrzej, inna w sposób trochę mniej srogi, a inni znowu byli zupełnie niewrażliwi i ujawniali nawet pewne nieokrzesanie. Czasami dużą rolę odgrywała nerwowość, jeżeli było wiele dzieci na raz. Dyrektor Johann M. sprawował swój urząd od 1953 do 1992 r., przy czym przypadki takich nadużyć pojawiały się także w ostatnich latach jego urzędowania. Czy miałby Ksiądz wtedy możliwość wystąpienia przeciwko M.? Ja sam - nie. Musiałbym poinformować o tym dyrekcję fundacji chóru, która mogłaby wtedy podjąć działania. A nawet w takim przypadku dyrektor internatu mógłbym powiedzieć: "To nie wasza sprawa". Zresztą dyrektor M. zrezygnował ze swojej funkcji w roku 1992, ponieważ temat jego szorstkich metod pedagogicznych został wówczas podchwycony przez prasę. Dlatego też poszedł na emeryturę wcześniej, niż właściwie tego chciał. Kiedy słyszy Ojciec dzisiaj, że chłopcy byli bici na kwaśne jabłko, czy z dzisiejszej perspektywy żałuje Ksiądz, że coś takiego mogło się zdarzyć? W czasie tras koncertowych chłopcy opowiadali mi, jak się im powodziło w Etterzhausen [siedziba szkoły - red.]. Ale ich relacje nie zrobiły na mnie takiego wrażenia, żebym sądził, iż muszę coś przedsięwziąć. Nie znałem rozmiaru tych opartych na przemocy metod dyrektora M. Gdybym wiedział, z jaką przesadną gwałtownością postępował, to coś bym powiedział. Naturalnie, dzisiaj jest to potępiane tym bardziej, że wszyscy stali się wrażliwsi. Także i ja to czynię. Jednocześnie proszę ofiary o wybaczenie. Czy Ksiądz i Księdza brat Joseph, obecny papież, jako dzieci musieliście znosić bicie ze strony wychowawców? Raz dostałem po twarzy. Jeden prefekt muzyki, który tego dnia opiekował się młodszymi klasami - byłem wtedy jeszcze wśród młodszych uczniów -chciał zobaczyć mój zeszyt do nauki harmonii. Nie przyglądając się dokładnie, włożyłem go do ławki i podałem mu najbliższy inny zeszyt. Oglądnął go, rzucił czerwony ze wściekłości pod moje nogi i dał mi porządnie w gębę. Wtedy już komponowałem i w zamieszaniu sięgnąłem po zeszyt z kompozycjami. To go tak zdenerwowało, że wymierzył mi ten wspomniany policzek. Ale innych przypadków bicia nie pamiętam. A jak było w przypadku brata? Mój brat poszedł do seminarium później niż ja, dopiero w siódmej klasie. Myślę, że w tej grupie wiekowej wychowawcy byli już ostrożniejsi. Poza tym mój brat nigdy nie dawał ku temu powodu.
W czasach, kiedy był Ojciec kapelmistrzem katedry, uchodził Ksiądz za lubianego, ale też surowego kierownika chóru. Jak wyrażała się ta surowość i gdzie były jej granice?
Muszę się przyznać, że cieszyłem się na każdą próbę chóru. Ale często też wychodziłem z nich w dość depresyjnym nastroju, ponieważ nie udawało mi się wykonać do końca tego, co chciałem. I na początku też wielokrotnie wymierzałem policzki, ale właściwie zawsze miałem przy tym wyrzuty sumienia. Byłem bardzo zadowolony, kiedy w roku 1980 ustawodawca całkowicie zakazał kar fizycznych. Zawsze ściśle się tego trzymałem i czułem wewnętrzną ulgę. Wcześniej wymierzenie policzka było po prostu sposobem reagowania na uchybienia lub świadomą odmowę wykonania zadania. Uważam, iż dobrze się stało, że rezygnacja z policzkowania stała się powszechnym przekonaniem.
Pytałem o granice Księdza surowości. Czy kiedykolwiek zbił Ksiądz jakiegoś chłopca na kwaśne jabłko? Nigdy bym tego nie zrobił. Co może uczynić Księdza brat, papież, aby pomóc tym ofiarom i Kościołowi katolickiemu w Niemczech w przezwyciężeniu afery związanej z przypadkami nadużyć seksualnych? Może on jedynie przemówić do osób odpowiedzialnych w poszczególnych krajach -a więc i w Niemczech - i dokonać z nimi jednoznacznego potępienia wszystkich przypadków wykorzystywania. Ponadto może on zachęcać do tego, aby w sposób konsekwentny podążać drogą poszanowania i respektu dla ludzkiej integralności Poprzez swoją kilkudziesięcioletnią bliskość Ojciec Święty należy w pewnym stopniu do rodziny chóru katedralnego w Ratyzbonie. Czy uwikłanie chóru w obecną aferę dotyka go w sposób szczególny? Papież odczuwa bliskość ze wszystkimi ofiarami. Ale w przypadku chóru katedralnego w Ratyzbonie rzeczywiście dochodzi do tego prawie rodzinny aspekt.
"POLSKA", 10.03.2010
W Kościele katolickim obowiązuje współcześnie zasada "zero tolerancji" dla molestowania - zapewnił przewodniczący Komisariatu Biskupów Niemieckich prałat Karl Juesten.
W rozmowie z telewizją ZDF przyznał on, że w przeszłości w Kościele odwracano wzrok od nadużyć wobec dzieci. - Dziś wyjaśnia się to bardzo radykalnie - powiedział. - Intensywnie pracujemy nad tym, by wszystko wyszło na światło dzienne. Zero tolerancji, wszystko należy wyłożyć na stół.
Juesten skrytykował niemiecką minister sprawiedliwości Sabine Leutheusser-Schnarrenberger, która zarzuciła Kościołowi, iż w podległych mu instytucjach panuje "mur milczenia" w sprawie molestowania. - Myślę, że ona nie ma o tym pojęcia. Z dzisiejszej perspektywy to błędna opinia - powiedział prałat, który jest łącznikiem pomiędzy Kościołem a instytucjami rządowymi w Niemczech. Juesten dodał, że przeprosiny brata papieża Benedykta XVI księdza Georga Ratzingera, który poprosił o wybaczenie ofiary nadużyć w chórze chłopięcym katedry w Ratyzbonie, to "wspaniały znak". - Na pewno nie było mu łatwo publicznie przepraszać - dodał. Jak ocenił, inni duchowni powinni pójść śladem księdza. 86-letni ksiądz Ratzinger, były wieloletni dyrygent chóru Regensburger Domspatzen przyznał w rozmowie z gazetą "Passauer Neue Presse", że wiedział, iż były dyrektor szkoły z internatem dla chórzystów policzkował chłopców. Jak twierdzi, nie zdawał sobie sprawy, iż kary były tak brutalne, jak obecnie ujawniono. Ratzinger powiedział też, że i jemu początkowo zdarzało się wymierzać chórzystom policzek za błędy bądź nieposłuszeństwo. O tym, że dochodziło do molestowania seksualnego brat papieża nic nie wiedział.
PAP, 10.03.2010
Nowe afery pedofilskie w Kościele katolickim wybuchają niemal codziennie w różnych krajach Europy. Watykan już pracuje nad reformą reguł postępowania z przestępcami w sutannach.
Lawinę oskarżeń uruchomił niemiecki tygodnik "Der Spiegel", który w styczniu napisał o regularnym molestowaniu chłopców w elitarnej jezuickiej szkole w Berlinie w latach 70. i 80. Tuż potem posypały się zarzuty wobec niemieckich księży diecezjalnych, kapucynów oraz benedyktynów. Do wczoraj niemieckie media opisały blisko 180 przypadków gwałtów i molestowania dzieci w dwóch trzecich diecezji do lat 80.
Jeszcze szybciej rośnie liczba oskarżeń w Holandii, gdzie najpierw pojawiły się zarzuty molestowania dwojga wychowanków salezjańskiego internatu. Tu w ciągu kilkunastu dni media zliczyły już do 350 przypadków do lat 70.
Na początku tygodnia do dymisji podał się też przełożony benedyktynów w austriackim Salzburgu, gdzie również dochodziło w przeszłości do seksualnego krzywdzenia dzieci.
Benedykt XVI niedawno przymusił biskupów Irlandii do publicznego rozliczenia się z masowym maltretowaniem i molestowaniem wychowanków w męskich i dziewczęcych szkołach od lat 30. Teraz twardo broni zasady publicznego prania brudów także w przypadku niemieckiego Kościoła, z którego się wywodzi. Kiedy biskup Ratyzbony Gerhard Ludwig Mueller doniósł w ub. tygodniu papieżowi o prawdopodobnie uzasadnionych oskarżeniach o molestowanie i bicie chłopców należących do chóru, którym kierował starszy brat papieża ks. Georg Ratzinger, Watykan nakazał władzom tej diecezji przyznanie się do dawnych skandali. Światowe media dowiedziały się więc o zamieszaniu wokół chóru z otwartego listu bp. Muellera. Sam brat papieża wygłosił już publiczne przeprosiny, podkreślając, że nie wiedział o przypadkach molestowania. Przyznał, że samemu zdarzyło mu się karać cieleśnie (policzkować) wychowanków, co jednak - jak przypominają niemieckie media - było legalną i powszechnie stosowaną praktyką w niemieckich szkołach do lat 60. Nie tylko nacisk Watykanu, lecz także twarda postawa mediów opisujących przestępstwa księży sprawiają, że obecnie Kościół - to wielka różnica w porównaniu do początków afer pedofilskich w USA czy Australii w początkach tej dekady - zgadza się, a nawet inicjuje śledztwa w sprawie zarzutów pedofilii. Holenderski episkopat zdecydował dwa dni temu o powołaniu niezależnej komisji śledczej pod przewodnictwem byłego ministra edukacji Wima Deetmana. Deetman jest protestantem. Śledztwo zapowiedział też wczoraj episkopat Niemiec oraz ratyzbońska diecezja, gdzie do dziś mieszka brat papieża. Ks. Karl Juesten, który pośredniczy w kontaktach rządu Niemiec i episkopatu dotyczących afer pedofilskich, zapewniał wczoraj, że niemieckie śledztwo obejmie także czas biskupich rządów obecnego papieża w Monachium w latach 1977-82. - Oczywiście, obecny bawarski biskup Reinhard Marx będzie sprawdzał, czy do kardynała Ratzingera docierały wówczas skargi na molestowanie. A jeśli docierały, to jak na nie reagował - mówił wczoraj ks. Juesten. W przeciwieństwie do USA, Australii czy nawet Irlandii biskupi holenderscy deklarują teraz pełną współpracę z pozarządowymi organizacjami, które pomagają ofiarom molestowania. Wcześniej Kościół często oskarżał je o antyklerykalizm oraz wyolbrzymianie oskarżeń. Kiedy jednak niemiecka minister sprawiedliwości Sabine Leutheusser-Schnarrenberger wezwała niemiecki Kościół, by zasiadł do okrągłego stołu z ofiarami, to episkopat odrzucił ten pomysł. Zmienił zdanie dopiero po dyskusjach z Watykanem. Niemiecka minister zarzuciła też Kościołowi, że zasady postępowania z zarzutami pedofilii określone przez Watykan (a dokładnie - przez ówczesnego kardynała Ratzingera) w 2001 r. mogły być wykorzystywane do tuszowania przestępstw dzięki klauzulom tajności. Choć oficjalne motywy dokumentu "De delictis gravioribus" były inne, a Kościół zaprzecza zarzutom pani minister, to w Watykanie trwają już ponoć prace nad reformą obecnych zasad. Po reformie kościelne śledztwa miałyby zostać przyspieszone, a winni księża byliby błyskawicznie wykluczani ze stanu kapłańskiego. Nowe zasady wprost narzucałyby też kościelnym przełożonym przekazywanie pedofilskich spraw prokuratorom i świeckim sądom.
Tomasz Bielecki
"Gazeta Wyborcza", 11.03.2010
|
| < Poprzedni | Następny > |
|---|





