Napisał stopklatka.pl, 9.03.2010 Tuesday, 09 March 2010
Jak wpadła Pani na pomysł "Czystej krwi"?
Swoją przygodę z literaturą zaczynałam od poezji i sztuk teatralnych. Z
czasem postawiłam na prozę. W pewnym momencie mojego zawodowego życia
postanowiłam jednak zająć się innym gatunkiem literackim. Doszłam do wniosku, że
nie chcę już dłużej pisać konwencjonalnych kryminałów, powieści z dreszczykiem.
Zainteresowałam się historiami nadprzyrodzonymi. Zaczęłam zgłębiać ten temat.
Dla mnie istotny nie był naukowy punkt wyjścia, logika i możliwość wyjaśnienia
zagadki - chciałam przybliżyć czytelnikom punkt wyjścia osoby zderzającej się z
niezrozumiałym, paranormalnym zjawiskiem. I tak wpadłam na pomysł stworzenia
serii "Czysta krew".
Czy inspirowała się
Pani jakimiś konkretnymi publikacjami albo produkcjami telewizyjnymi bądź
filmowymi?
Przeczytałam niemal wszystko co było na rynku na temat wampirów. Również
tak zwaną fachową literaturę - czyli książki bardziej naukowo podchodzące do ich
rzekomej obecności. Później zajęłam się filmami podejmującymi taką tematykę.
Widziałam wszystkie odsłony o Draculi, zapoznałam się też z postacią Blade'a. Po
jakimś czasie odkryłam, że legendy o wampirach były mi zawsze szalenie bliskie.
Dlaczego?
Dlatego, że dotyczyły postaci, które kierowały się w życiu zupełnie innym
systemem wartości niż ludzie. Jak wynikało z literatury czy z kina miały
zupełnie inne priorytety, inny kodeks. Możliwość zderzenia tego z wartościami
człowieka zafrapowała mnie. Co więcej, od razu wiedziałam, że chciałabym
wykorzystać fakt, że wampiry są długowieczne. To znaczy, że mogą pamiętać
przeszłe, odległe czasy - na przykład wojny, ważne historyczne wydarzenia,
słynne postaci. Postanowiłam zrobić z tego atut i umieścić w swoich książkach
jako dar. Dar pamięci wampirów dla ludzi.
I to jest
najważniejsze w historii o Sookie Stackhouse?
Nie, według mnie najważniejszym przekazem tej opowieści jest
przypomnienie o tolerancji. To według mnie najistotniejsza nauka płynąca z serii
"Czysta krew".
Tak wyobrażała sobie
Pani postać Sookie - od razu miała twarz Anny
Paquin?
Nie. Ale od razu spodobał mi się ten wybór.
Anna jest niewinna, a jednocześnie bardzo pociągająca. Budzi zainteresowanie,
ciekawość, jest nieoczywista. Potrafiła w sposób niejednoznaczny oddać
umiejętność czytania myśli innych. Pozornie może się wydawać, że to cenna
zdolność, jednak Anna Paquin umiała, zgodnie z moją intencją, pokazać całą
złożoność płynącą z takich możliwości - także, a może przede wszystkim negatywne
aspekty. Bardzo mi zależało na ukazaniu ludzkiego wymiaru tej historii,
ale poprzez pryzmat młodej, niezależnej kobiety. Jak ona widzi świat, jak
postrzega innych - to są cenne obserwacje. To właśnie Sookie uczy nas
tolerancji.
Nie przesadzałabym
z tą niezależnością. Sookie jest dość zachowawcza, małomiasteczkowa. W ogóle
kobiety w Pani książkach naznaczone są obyczajowością amerykańskiej prowincji.
Tak to wygląda, szczególnie na południu USA. Luizjana to specyficzny
stan, mam nadzieję, że to czuć w tej historii. W wielu książkach czy filmach
miejsce jest czymś więcej niż tłem dla opowieści. W "Czystej krwi" chciałam, by
miasteczko Bon Temps było wręcz kolejnym bohaterem. Wiem, że taki obraz
rzeczywistości może niektórych razić. Całe swoje życie mieszkałam w małych
miastach - dwa razy przeniosłam się do metropolii, z której zresztą szybko
uciekłam - dobrze znam taką rzeczywistość. I cenię. W tym sensie moje książki
nawiązują do dzieł Jane Austen, która zawsze osadzała swoje powieści w
zamkniętych, małych społecznościach.
Jane Austen ukazywała
główne bohaterki jako kobiety wyprzedzające swe czasy, odważne, nierzadko żyjące
w opozycji do panujących norm i obyczajów. Fakt, Sookie jest nieco
drobnomieszczańska, ale staje w obronie wampira, często broni jego dobrego
imienia wbrew radom przyjaciół czy wręcz społeczności.
Jestem fanką Jane Austen. Sposób w jaki ona pisała w dalszym ciągu ma
ogromny wpływ na współczesną literaturę. Austen potrafiła uchwycić
ówczesny świat w każdym detalu. W gruncie rzeczy pisała kronikę kobiecego życia.
Podobna idea przyświeca także mojemu pisarstwu - gdy ktoś mówi mi, że nawiązuję
do tradycji powieści Jane Austen to dla mnie najwspanialszy komplement.
W "Czystej krwi" nie
brakuje erotyki. Seksualność wampira kontra seksualność człowieka - czytając
Pani książki można nabrać poczucia, że zwykły seks już nie wystarcza. Co za nuda
chciałoby się rzec.
Dziękuję, też uważam, że erotyka to jedna z najfajniejszych stron tej
historii. Zależało mi na tym, by Sookie była nieco pruderyjna. Dziewczyna
przełamując opory wynikające z miejsca wychowania i zamieszkania z czasem
okazuje się bardziej otwarta, także na własne potrzeby. Ale też ukazana przeze
mnie seksualność ludzi wynika z fabuły, jest uwarunkowana zdarzeniami. Proszę
zauważyć, że ja nie piszę o seksie dla samego pisania o nim. Poprzez seks staram
się też pokazać charakter, osobowość, morale danych postaci. Poprzez te obyczaje
chciałam zwrócić uwagę na to, jak zmienia się świat, jak zmieniają się ludzie i
ich normy. Moja córka dorasta w takim małym miasteczku, więc wiem o czym piszę…
No właśnie -
obyczajowość i morale małych miasteczek często są na pokaz. W swojej powieści
ukazała Pani purytańskie oblicze Ameryki, a z drugiej strony przymykanie oczu na
różnego rodzaju praktyki, dziwactwa, fetysze.
Myślę, że książka zostałaby dużo szybciej opublikowana gdyby zawierała
jeszcze więcej śmiałej erotyki. Albo mniej. A tak sytuuje się gdzieś pomiędzy
perwersją a obyczajem. "Czysta krew" nie jest typowym romansem, Harlequinem, nie
jest również zwyczajnym horrorem, kryminałem czy też powieścią science fiction.
Nie wiadomo było jak ją zakwalifikować. Fakt, Ameryka pod tym względem ma w
sobie sporo hipokryzji.
A jak się Pani podoba
ekranizacja książki?
Bardzo mi się podoba. Oglądam regularnie ten serial. Fascynujące jest
obserwować to, jak historia wymyślona przeze mnie realizowana jest przez kogoś
innego. To ciekawe doświadczenie - patrzeć jak coś, co sama wymyśliłaś
funkcjonuje w wyobraźni innych, jak słowa wyzwalają obrazy.
Czy miała Pani albo
być może ma wpływ na kształt serialu?
Nie, moja ingerencja w serial kończy się na pisaniu książek, na tworzeniu
tych powieści. Resztę oddaje ekspertom. Nie zawiodłam się jak do tej pory -
uważam, że każdy z nas powinien robić to, na czym się zna. Ja się nie znam na
telewizji, nie mam pojęcia co się sprawdzi, a co nie na ekranie. Dlatego też
zgadzam się na jakieś drobne zmiany w scenariuszu. W serialu są wątki, motywy,
czy postaci, których nie ma w powieści. Zostały wprowadzone i świetnie
zafunkcjonowały.
Na przykład postać
Lafayette'a, kucharza w barze Merlotte.
Dokładnie. Stało się to za sprawą osobowości
aktora, który gra tę postać, czyli Nelsana Ellisa. Okazał się tak barwna
postacią, że producenci zdecydowali się rozwinąć tę rolę. Szczególnie ważne to
było dla współreżysera Alana Balla, który jest gejem. Ellis jest
heteroseksualny, ale nie miał żadnego problemu z kreowaniem mężczyzny
homoseksualnego. To niezwykła postać, niebanalna, wyróżniająca się, ekscytująca
- za sprawą aktorstwa Nelsana Ellisa nie jest jednak przerysowana, wulgarna,
zbyt ostra. Także dlatego ten bohater, odwrotnie niż w książce, nie zostaje
zabity. Ze swoimi fascynacjami, jest też trochę taką przeciwwagą dla wampirów.
Ludzie też mają swoje fetysze, nie tylko wampiry.
W serialu jest też wyraźniej sportretowana społeczność afroamerykańska.
Przyjaciółka Sookie - Tara jest silną osobowością. W Pani książce nie jest to
tak wyraźnie zaakcentowane.
I uważam, że jest to słabość mojej powieści. To
moja porażka - nie potrafiłam stworzyć tak silnych postaci. One występują w
mojej książce, ale nie są tak mocno obecne.
Z kolei mężczyźni, prócz Billa i Sama, są pokazani raczej poprzez swoje wady.
To kobiety trwają przy pewnych wartościach, ratują swoich partnerów z opresji,
kreują i organizują ich życie w 100 procentach.
Co mogę powiedzieć - namalowałam ten portret w zgodzie z oryginałem. Nie
o to chodzi, że tak postrzegam większość mężczyzn, po prostu dziś wydaje
mi się, że to kobiety przejęły stery. One zawsze były silniejsze, jednak teraz
szczególnie to widać. Sama jestem mężatką od 32 lat, mam głęboki szacunek dla
mojego męża, jest wyjątkowym człowiekiem. Ale widzę wokół siebie coraz mniej
takich mężczyzn. I takich małżeństw.
Jak Pani uważa, skąd
to zainteresowanie ludzi wampirami? Tak w kinie jak i w literaturze ten temat
niezmiennie fascynuje.
To prawda, ta tematyka jest wciąż niezwykle atrakcyjna - jak się
dowiedziałam w USA książki o Draculi są na drugim miejscu jeśli chodzi o liczbę
sprzedanych egzemplarzy. Wyprzedza je tylko Biblia. Jest coś niezwykłego w tym
temacie, dzisiaj opowiadanego niejako na nowo. I to jest fajne i pociągające -
by odkryć legendę wampira na nowo. Wbrew pozorom ta tematyka to wdzięczny temat
do pisania. Można puścić wodze fantazji. Stworzyć swój własny świat - nieco
pozbyć się hamulców opisując mrok, tajemnice, obrzędy. Lubię kontrast pomiędzy
nocną rzeczywistością wampirów, a dzienną ludzi. To starcie implikuje szereg
nowych znaczeń i zdarzeń. Poza tym, dziś opowieści o wampirach są tak popularne
z racji kryzysu i takiego ekonomicznego przygnębienia, przynajmniej w Stanach.
Jak dowodzą badania w dobie problemów finansowych ludzie chętniej sięgają po
literaturę sciene fiction. Myślę, że to również ma wpływ.
Bez względu na czasy w
jakich powstają historie o wampirach to zawsze opowieści o starciu dobra i zła.
O zakazanym owocu, głęboko ukrytych pragnieniach i uczuciach. Dekonstrukcja
wizerunku wampira, o której Pani mówi, jest dziś szczególnie widoczna. Nie ma
skrzypiących podłóg, pajęczyn, ukrywania się przed ludźmi w niedostępnych
zamkach - wampir pokazywany jest niemal jak arystokrata. Pod wieloma względami
lepszy od ludzi… To człowiek dzisiaj chce być ugryzionym.
Uważam, że to bardzo ważny, cenny i inspirujący aspekt - możliwość
modelowania znanej historii, legendy, mitu. W mojej opowieści skupiłam się na
pokazaniu, że ludzie potrafią być tak samo źli jak wampiry, albo jeszcze gorsi.
Z kolei wampiry czasami posiadają wiele pozytywnych cech ludzkich. I potrafią
czynić dobro. To przewrotna nauka, ale bardzo istotna.
"Czysta krew" kreuje pozytywny wizerunek… krwi. W serialu "Dexter" jest ona
fetyszem, z kolei Pani ukazuje ją w kategorii niemal życiodajnych eliksirów.
Niewielka ilość zarażonej krwi wampira potęguje doznania i zmysły, sprawia, że
rany szybciej się goją, ludzie stają się silniejsi, piękniejsi. Po latach 80. i
epidemii AIDS krew długo kojarzyła się źle, budziła strach, uruchamiała
negatywne konotacje.
Nigdy o tym w ten sposób nie myślałam, ale ta interpretacja szalenie mnie
cieszy. Wampiry w "Czystej krwi" to po prostu ludzie zarażeni wirusem, ale
chciałam pokazać, że to naznaczenie chorobą nie musi być ostateczne. Choć to
piętno wyklucza ich ze społeczności ludzi, może niedługo okaże się, że
wykluczeni jesteśmy my. Chyba chciałam udowodnić, że wampiry to też… ludzie - z
osobowością, pragnieniami, słabościami, ale i zaletami. A nie demony, żyjące na
skraju naszej jaźni, potwory opętane wizją krwi i zniszczenia rasy ludzkiej.
Wampir Bill Compton
musi długo pracować na zaufanie lokalnej społeczności. Czy Ameryka jest tak mało
tolerancyjna?
Teraz jest już dużo lepiej niż w czasach, w których dorastałam. Wciąż nie
jest doskonale... Wie Pani, zależy też o jakiej inności mówimy. Na południu USA
faktycznie wszelka odmienność nie jest dobrze postrzegana. I nie mówię o dużych
miastach, jak Miami - nie mówię też o zachodnim czy wschodnim wybrzeżu, tylko o
takim rdzennym południu Stanów Zjednoczonych. Gdyby homoseksualista wszedł do
baru konserwatywnych rolników mogłoby się skończyć źle. Podobnie
transseksualista, czy transgenderowa osoba. Wciąż w niektórych kręgach nie ma
akceptacji dla związków białej kobiety z czarnym mężczyzną. Ciężkie tematy. Ale
południowe Stany, szczególnie takie miasta jak Nowy Orlean, mają długą tradycję
w budowaniu akceptacji dla wszelkich oryginałów. Ekscentrycy zostają z czasem
akceptowani, rzadziej dewianci. Myślę, że gdyby wampiry miały żyć między ludźmi,
w końcu zostałyby zaakceptowane. Społeczeństwa przywykłyby do ich obecności, zaś
wampiry mogłyby się szybko zaadoptować do naszych warunków. Zdobycze nauki,
sztuczna krew ułatwiłyby zadanie.
Czy w takim razie
uważa Pani, że wampiry… istnieją naprawdę?
Nigdy żadnego nie spotkałam. Niestety. Oczywiście chodzi mi o prawdziwego
wampira, bo osób, którym się wydawało, że są nimi widziałam mnóstwo. Smutny
widok. Takie miejsca jak Klub Martwych, opisywany przeze mnie w książce,
naprawdę istnieją. Ich bywalcy robią sobie implanty, albo piłują siekacze by
zaostrzyć ich końcówki, wykonują tatuaże, najczęściej dwie dziurki w okolicy
tętnic i żył - na przegubach, w pachwinach, na szyi, które mają imitować
ugryzienie po wampirze. Zdecydowanie żałośnie to wygląda. Bardziej śmieszne niż
straszne.
stopklatka.pl, 9.03.2010 |
| < Poprzedni | Następny > |
|---|






