Dla takich jak ja jest coraz więcej miejsca w nowych, bogatych społeczeństwach. Tam można egzystować jak się żywnie podoba. A ludzi, którzy nie mają stadnych cech, jest coraz więcej. Co z tego wyniknie, nie wiem. Ale wiadomo, że mutanci pchali do przodu ewolucję. Wyrzucony z morza na ląd odmieniec ryby doczołgał się do jedzenia i jeszcze znalazł drugiego i, za przeproszeniem, podupczył. Przedłużył swój gatunek. Swoją odmienność. Zawsze miałem skłonność do odmieńców. Od mutantów wszystko zależy. Nie od średniej. Średnia jest od produkowania mutantów. - Tomasz Stańko, trębacz jazzowy i kompozytor, alkoholik, narkoman i hazardzista w stanie spoczynku
Nadzieję, że świeżej daty „Nieszczęśliwy rzymianin" Ewy Bieńkowskiej jest z dawna po polsku pożądanym portretem psychologicznym Michała Anioła pełnym osobiście przez autorkę docieczonej prawdy takoż o artyście, jak i o człowieku, opieram, nie czytawszy, tylko na tym, że książkę wydało wydawnictwo Sic!, znane z utrzymywania przez lata najwyższego poziomu, docierania do tytułów i autorów przez swą osobność, jako i wybitność mało znanych, a zasługujących na popularyzację. Prywatna opowieść Bieńkowskiej o Buonarottim mimowolnie a dobroczynnie przesłania wcześniejsze o nim krajowe paraliterackie elukubracje, na czele z pamiętnym arcygniotem Jerzego Cepika
Gość podobno pełnił kiedyś jakąś funkcję we władzach ZLP i było to chyba jego największe osiągnięcie literackie. Po sobie wiem, jak żałosny bywa pisarz pozbawiony krzty talentu. Odporna na najognistszą lekturę cegła-szamotówka pt. „Michał Anioł. Opowieść biograficzna" (Wydawnictwo Poznańskie, wyd. 1, Poznań 1989), do niemożliwości rozwleczona jałowymi dialogami, irytuje przesadnym doszacowaniem miłości do Victorii Colonny i „taktownym" zatarciem tej do Tommaso del Cavaliere, co „korzystnie" przesuwa akcenty seksualne na wizerunku jednej z naszych sztandarowych postaci.
Skąd tak kolosalny brak konkretu? Co najmniej połowa tej z górą czterystustronicowej kobyły bierze się stąd, iż Cepik to - mówiąc językiem Jana z Czarnolasu („Broda") - „wodolejca sławny". Nudziarstwo Cepika jest nudziarstwem tego samego gatunku, co nudziarstwo Barbary Wachowicz, której kilkusetstronicowe nieszpory patriotyczne ku czci Kasprowiczów, Sienkiewiczów i Żeromskich składają się w trzech czwartych z cytatów. Cepik to Wachowiczowa w spodniach, w dodatku niespecjalnie wypełnionych w kroku.
Wciąż nie ma polskiej książki o Michale Aniele po męsku konkretnej, czyli z oboma jajami. W zetknięciu z tą postacią i z tą epoką wszystkich ogarnia jakieś pseudoromantyczne uniesienie, które odbiera tekstowi wszelki nerw. Stryjkowski uraczył nas czymś, co nazwałbym poematem prozą łamanym przez dramat niesceniczny. Jego „Tommaso del Cavaliere" doczekał się drugiego 20-tysięcznego wydania w 1990 roku, a więc w czasach, kiedy zawrotność zaczynała się już przy pięciu tysiącach. Cieniutkie to (87 stroniczek A-8 wielką czcioną), ekstatyczne, rozmyte, rozwzdychane. Powiedzmy, że kiedy wielki pedał pisze o wielkim pedale, to go ponosi. Andrzejewski wprawdzie chwalił, ale pewnie bardziej dlatego, że Stryjkowski był cholernie obrażalski, co dopiero w pompatycznych nekrologach prasowych zeznali jego „dostojni współzalotnicy".
Z nowości wypada polecić wydane przez poznański Rebis „Tajemnice Kaplicy Sykstyńskiej" Benjamina Blecha i Roya Dolinera. Autorzy robią co mogą, by zdjąć z artysty łatkę kryptopedała, m. in. dowodząc, że bezżenność niczego nie dowodzi, bo w każdych czasach była wyborem „ludzi pochłoniętych misją". Nie będzie jednak błędem mniemanie, iż za upodobaniem Michała Anioła do malowania i rzeźbienia doskonale proporcjonalnych nagich ciał męskich stały preferencje osobiste.
Sklepienie Sykstyny nade mną, prawo osądu we mnie.